Tych 8 dni sierpnia, czyli mój czas w roku

Sunset

2 września 2016 roku na moim poprzednim blogu opublikowałem artykuł pod tytułem Tych 8 dni sierpnia… Traktuje on o utworze „Spotkajmy się pod koniec sierpnia” zespołu Komety. Dlaczego do niego wracam, skoro nie dotyczy on rozwoju, motywacji i produktywności? Bo pod tym kątem analizuję go w niniejszym tekście 😀

Ale najpierw wspomniana piosenka 😉

Pisałem wtedy tak

Koniec sierpnia to dla mnie jego ostatnich osiem dni: począwszy od 24-ego, na 31-szym kończąc. W czasie słuchania tego utworu Komet (drugiego wcielenia zespołu Partia) w tych właśnie konkretnych dniach, ogarnia mnie niesamowita nostalgia. Czuję, że ten kawałek symbolicznie kończy lato i wakacje. Zapowiada koniec niedługich już, lecz ciągle jeszcze ciepłych dni. Zwiastuje początek chłodnej, deszczowej jesieni.

I kojarzy mi się z jakąś tajemniczą dziewczyną, której – tak jak w utworze – ‚prawie wcale nie znam’…

Resztę odczuć zostawiam już dla siebie.

Dlaczego warto mieć „swój czas”

Dlaczego warto mieć w ciągu roku „swój czas”?

Będąc małym człowiekiem nie miało się wielu trosk. Chodziło się na rower, grało z kolegami w piłkę, układało klocki, oglądało w telewizji „Kevina” i bajki na TVN-ie. Zmartwieniem było na przykład to, czy jeśli pójdę ze znajomym i jego tatą na pokaz Monster Trucków na stadionie Victorii, to czy zdążę wrócić do domu na wieczorynkę…

Ale człowiek urósł i z nim urosły też troski. Konieczność zarabiania, dbania o żonę, kota i dom, niespodziewane wydarzenia i zawirowania życiowe, dziejąca się wokół niesprawiedliwość. Teraz zmartwienia są już trochę większe i poważniejsze niż to, czy zdąży się na film lub mecz…

Niezbędne okazuje się w takich sytuacjach posiadanie swojego własnego szczególnego miejsca – o czym pisałem już w artykule Suchanino inspiruje, czyli moje miejsce na ziemi – oraz pewnego czasu w ciągu roku. Czasu, który – tak jak konkretne miejsce – kojarzy się z czymś dobrym, odprężającym i wyciszającym.

Jak wygląda to u mnie? Nastrój oczekiwania najczęściej trwa już od samego początku tego właśnie miesiąca. Jestem co prawda zajęty pracą i normalnym życiem, ale gdzieś z tyłu głowy coraz bardziej żywa jest myśl, że to już niedługo. Że jeszcze kilkanaście dni i nastanie TEN CZAS… Że jeszcze kilka dni… Że jeszcze dzień…

A gdy „niedługo” przeradza się w „już”, rozpoczyna się celebracja: sam sobie daję pozwolenie na totalny luz i niesamowity spokój, nie interesuje mnie żaden problem, troska i kłopot 🙂 Mam moje własne, prywatne „tych 8 dni sierpnia”: 192 godziny, podczas których przez moją głowę – przynajmniej w założeniu – nie ma prawa przewinąć się jakakolwiek negatywna myśl (na nie i tak zostaje jeszcze w roku zbyt wiele godzin…). No i oczywiście bez opamiętania słucham tej jednej piosenki Komet 😀

Twój czas

Czy ty też masz swój wyjątkowy czas w ciągu roku? Jeśli tak, to kiedy i na czym on polega? Czy w jakiś specjalny sposób się do niego przygotowujesz? I co czujesz, gdy się już kończy? Podziel się w komentarzach.

Tymczasem tobie i sobie życzę udanej celebracji 😉

Bartosz F. Zdzienicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *