Kopie zapasowe, czyli chroń swoją pracę

Hedgehog

Siedzisz przed komputerem od kilkunastu godzin. Czujesz, że zaraz wypadną ci oczy, kręgosłup złamie się w pół, a kolejny łyk kawy doprowadzi cię do zawału. Ale jest! Udało się! Wreszcie koniec: artykuł napisany i zapisany! Zaczynasz się zastanawiać, co będzie lepsze: świętowanie ukończenia tekstu, czy może jechanie na OIOM. Wtedy do twojego komputera ktoś podchodzi i bezpowrotnie kasuje wszystko to, co napisałeś…

Kevin
W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego…

Czy chronisz swoją pracę umysłową?

Oto bardzo prosta w wykonaniu rzecz, o której najczęściej myślimy dopiero po fakcie, czyli na przykład w sytuacji takiej, jak opisana powyżej: kopia zapasowa danych 🙂 Tak, gdy dzieje się coś niespodziewanego – chociażby komputer trafia szlag – zaczynamy gorzko żałować, że nie mieliśmy gdzieś zachowanych duplikatów ważnych plików, dokumentów, zdjęć, haseł i innych tego typu rzeczy.

Miałem już kiedyś taką przygodę. Na szczęście mój kumpel-informatyk odzyskał dane z uszkodzonego dysku. Czy czegoś mnie to nauczyło? Dalej nie wziąłem się za stworzenie kopii danych, wmawiając sobie, że najpierw muszę kupić dysk przenośny, na którym mógłbym je zmagazynować 😀 A że cały czas są inne wydatki, to pewnie któregoś dnia pożałuję tych niewydanych 200 zł…

Wbrew pozorom kopie zapasowe to świetny pomysł także dla blogerów. Co prawda zwykle tworzymy za pomocą różnego rodzaju platform – np. WordPress lub Tumblr – i mogłoby się wydawać, że przecież wszystkie teksty są zapisane w bezpiecznym miejscu i mamy do nich dostęp z każdego miejsca na świecie. Ale niech tak coś się stanie (awaria serwerów) i wszystkie dane przepadną. Albo któregoś dnia najdzie nas nagle ochota, by usunąć nasz blog. Albo ktoś nam złośliwie go usunie. Na przykład jakiś haker, wstawiony kolega albo zazdrosna dziewczyna 😉

I wszystko to, nad czym mozolnie spędziliśmy dziesiątki albo setki dni, w jednej sekundzie przepadnie…

Albo jeszcze jedna rzecz, której doświadczyłem już przy okazji prowadzenia tego bloga i pisania artykułu na temat opaski Xiaomi: moje dwa blogi wstecz pisałem już artykuł na podobny temat (o smartwatchach) i idealnie przydałby mi się on przy odpisywaniu na komentarz. No ale że tamtego bloga już dawno usunąłem, a kopii moich tekstów nie miałem, to mogłem tylko wspomnieć, że kiedyś jakiś tekst o tym popełniłem… Artykuł byłby zapisany, można by się do niego odwołać. A tak – klapa.

Smutny
Właśnie tak to wyglądało. Z tą różnicą, że ten na zdjęciu to nie ja, nie mam MacBooka i nie pracuję z poziomu kawiarni…

Gdzie zapisywać kopie…

Miejsc, w których można zapisywać kopie zapasowe swoich tekstów (lub innych danych, np. zdjęć) jest mnóstwo. Oto przykłady:

Dysk twardy komputera. Pierwsze miejsce, które naturalnie przychodzi do głowy 🙂 Stwórz folder i nazwij go w oczywisty, łatwy do zidentyfikowania sposób, np. „Teksty”, „Prace” albo „asdjasdhdnkdsf”. Umieszczaj tam zapisane artykuły.

Pendrive / dysk przenośny. Komputery (z punktu powyżej) mają skłonność do nieoczekiwanych awarii (o czym też już było w tym artykule). Trzymanie zapisanych tekstów na zewnętrznym nośniku wydaje się więc pewniejszą metodą.

Chmura / Dropbox. Pendrive’a lub dysk można zgubić, zalać, uszkodzić, przegrać w pokera… Teksty (i dane) trzymane w chmurze są już odporne na takie niebezpieczeństwa. Łatwe jest też ich tam dodawanie. Wystarczy, że wrzuci się plik do specjalnego folderu na komputerze i jest on już automatycznie przesyłany do Dropboxa. Nie trzeba nawet wchodzić na stronę. I dostęp do niego ma się z każdego miejsca na świecie.

Drukowanie i trzymanie w specjalnej teczce / kartonie / itp. Ma to swoje plusy: nie zaszkodzi temu brak prądu lub internetu. Ma to też pewne minusy: zajmuje miejsce i nie jest łatwe w przenoszeniu.

I na koniec tej listy ważna uwaga: warto łączyć ze sobą kilka metod, na przykład zapisywać i na pendrivie, i w chmurze. Dzięki temu zyskamy pewność, że nawet jeśli coś stanie się z jedną „kryjówką”, to pozostanie druga.

Dyskietki
Aha, są jeszcze dyskietki. Jeśli masz wystarczająco dużo miejsca, żeby je składować, to proszę bardzo 😀

… i w jakiej formie to robić

A jak ja archiwizuję teksty? Metoda jest bardzo prosta i zajmuje raptem chwilkę: wklejam tekst (razem z tytułem, linkami i zdjęciami) do edytora tekstów (OpenOffice.org) i eksportuję do formatu PDF. Kopiuję plik do folderu Dropbox. I mogę spać spokojnie 😀

Twoja kolej

Skoro posiadasz już taką wiedzę, a nie masz jeszcze stworzonych kopii zapasowych swoich tekstów / prac / danych / zdjęć, to poświęć dosłownie najbliższe dziesięć minut: stwórz na przykład parę plików PDF z ostatnimi dziełami twojej pracy umysłowej.

A jeśli już masz nawyk robienia kopii, to poświęć pięć minut na pozostawienie komentarza pod tym artykułem i opisanie, w jaki sposób ty zabezpieczasz przed przepadnięciem swoją radosną twórczość 😀

Bartosz F. Zdzienicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *