Gdzie są twoje cele?

Gdzie cele

W swoim życiu możesz robić naprawdę wiele. Ale (chociaż zabrzmi to brutalnie) działanie to może być zupełnie niepotrzebne. Wszystko zależy bowiem od tego, czy robiąc coś, przybliżasz się do wyznaczonych sobie celów.

Gdzie są twoje cele

Zobacz, że to pytanie nie kieruje uwagi na to, JAKIE masz cele. W tym momencie jest to zupełnie nieistotne. Nie ma znaczenia, czy chcesz przelecieć balonem nad Saharą, skoczyć ze spadochronem z Burj Khalifa, podwoić zyski przedsiębiorstwa, zagrać w jednej drużynie z Ronaldo i Messim, zostać gwiazdą większą niż Beatlesi, wykupić firmę Apple, ożenić z Taylor Swift czy wyjść za Ryana Goslinga 😀 Chciałbym się raczej dowiedzieć, GDZIE te cele są fizycznie. Masz je spisane na kartce? Masz je ciągle przed oczami, gdy siedzisz przy biurku? Czy może raczej są one ukryte gdzieś w zakamarkach twojej głowy, które odwiedzasz rzadziej, niż nielubianego wujka?

Dlaczego to w ogóle takie ważne, by zapisać swoje cele?

Dopóki pozostają one w głowie, są czymś bardzo ulotnym. Ok, może i są ważniejsze od innych myśli (zwykłych, codziennych). Ale tak naprawdę półki, na których wszystkie są zgromadzone, znajdują się bardzo blisko siebie. Przelanie ich na papier sprawia zaś, że stają się one całkowicie realne. Nabierają wyglądu. Na celulozowym fundamencie przyjmują kształt liter i konsystencję tuszu (albo grafitu). I już tak łatwo nie rozpływają się w natłoku innych myśli 😉

Zapisanie celu
Oto jak wygląda nadawanie myślom realnych kształtów 😉

Dlaczego jeszcze warto spisywać cele

Spisanie swojego celu pomaga zachować koncentrację. Gdy cel posiada fizyczną, materialną formę, łatwiej do niego co jakiś czas wracać i sprawdzać, czy wciąż jesteś na dobrej drodze. Oto prosty przykład:

Mój poprzedni blog poruszał tematy związane ze sztuką i moim na nią spojrzeniem. W którymś momencie postanowiłem jednak rozpocząć pisanie na zupełnie inne tematy, ostatnimi czasy szczególnie mi bliskie. Nie spisałem jednak swojego celu, więc start bloga się opóźnił. Kilka pierwszych miesięcy roku 2017 po prostu przeleciało przez palce. Potem na datę ujawnienia bloga światu wybrałem dzień 1 czerwca. Ale też tego nigdzie nie zapisałem. Efekt? Nie udało się. Termin przesunąłem na 1 lipca. Zapisałem? Odpowiedź znasz 😀 I w międzyczasie mój cel po raz kolejny gdzieś się zagubił. Znów skupiłem się na czymś zupełnie innym (na czym? Dowiesz się z „myśli dodatkowej” na końcu artykułu).

Mając mój cel spisany na kartce widocznej ciągle przed oczami nie miałbym z tym problemu i nie rozproszyłbym się tym innym zajęciem.

Spisanie swojego celu pomaga dostrzec i zdefiniować krok, jakim trzeba rozpocząć jego realizację. „Cel bez planu jest tylko życzeniem”, jak wyraził się kiedyś Antoine de Saint-Exupéry (to ten gość od Małego Księcia, gdybyś jakimś cudem nie wiedział 😛 ).

Zrób pewien eksperyment: napisz na kartce swój cel. Albo na samej górze (i wtedy przychodzące ci do głowy pomysły na realizację zapisuj poniżej od myślników), albo na samym środku (i stwórz mapę myśli). Wróć do czytania, gdy już to zrobisz.

Mapa myśli różnych
Osobiście bardziej wolę mapy myśli 😉 Moja prywatna dotyczy lepszego opanowania języka obcego.

Gotowe? I jaki efekt? Przejrzyj teraz wszystkie „myślniki” albo „myśli”. Który z nich powinieneś zrealizować jako pierwszy? Który powinien otrzymać miano pierwszego kroku? 🙂

Zobacz: czy wiedziałaś, co dokładnie powinieneś zrobić, jak zacząć, zanim zapisałeś cel? Czy teraz nie jest to o wiele łatwiejsze?

Jeszcze raz zadam ci więc tytułowe pytanie: gdzie są twoje cele? To jak brzmi odpowiedź? 🙂

Bartosz F. Zdzienicki

___

MYŚL DODATKOWA:

Co odciągnęło mnie od pisania artykułów i innych przygotowań związanych z wystartowaniem bloga? Kroki 😀 Mam taką „mądrą opaskę sportową”, którą niemal cały czas noszę na ręce (ściągam tylko do kąpieli). Liczy ona zrobione kroki, bada sen, mierzy puls i posiada jeszcze kilka innych funkcji. Skupiłem się więc na chodzeniu. Porannym chodzeniu 😉

Wczesne wstawanie ma w sobie coś niezwykłego. Gdy cały świat jeszcze śpi, a ty już coś robisz. Gdy inni się budzą, a ty w tym czasie masz już za sobą odhaczoną część codziennej listy rzeczy do zrobienia. Piękne uczucie 😉 Ale w moim przypadku poranne spacery stały się bardziej tylko sposobem na realizację celu krokowego (minimum 10 tysięcy dziennie). Bowiem nagrywanie artykułów podczas chodzenia nie szło mi tak, jak myślałem. Trzeba było więc podjąć decyzję. Zrezygnowałem z moich Morning Walków (pomimo ich niewątpliwych korzyści związanych z ładowaniem organizmu czystszym powietrzem, spotkaniami z sarnami i respektem wśród znajomych 😀 ). Czas, który na nie poświęcałem – jedna do półtorej godziny dziennie (!) – postanowiłem wykorzystać na najważniejszy w tym momencie cel: pisanie bloga. A na spacer zarezerwować jeden, dwa poranki w tygodniu.

Poranny spacer
Amfiteatr w Częstochowie, godzina 5:00, a ja kończę już poranny spacer. Na trybunach moi fani 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *